Karolina, Tomek i Tosia

[Susie Suh, Light on my shoulder]

Dawno nie poznawałam nowych miejsc. Mam wrażenie, że od długiego czasu poruszam się po utartych (wytartych ciągłym użytkowaniem?) ścieżkach. Bezpiecznych, sprawdzonych. Jak spacer, to do pobliskiego lasu. Jak do pracy, to naszą szosą. Jak po zakupy to do: a) naszego wiejskiego sklepu (jedna trasa), b) większego marketu na wyjazdówce miejskiej. Jedynym okresem odkrywania nowości są wakacje, gdy eksplorujemy, jak tylko możemy nowe tereny. Ale moje okolice znam tylko w bardzo określonych granicach. To samo dotyczy miasta, w którym wyrosłam i w którym regularnie bywam. Niemal go nie znam.

Tym razem, by dojechać do domu, w którym czekała na mnie umówiona rodzina udałam się do dzielnicy, którą wizytuję co tydzień. Wydawałoby się nic trudnego, prawda? A jednak, gdyby nie gps w telefonie, na miejsce dotarłabym mooooocno spóźniona… Jakie mamy u nas ładne osiedla, z lasem za domem, z jeziorem leżącym 10 minut drogi od furtki… cały Olsztyn 🙂

Spotkanie miało jakby dwie części: pierwsza, w domu u Karoliny i Tomka, wraz z ich cudną córeczką Tosią oraz druga, która zaczęła się po zagłębieniu się w okoliczne drzewa. Tosia została pod opieką babci, rodzice mieli czas na siebie nawzajem. Ten czas zawsze staram się jakoś wydobyć podczas spotkań – oczywiście, o ile jest możliwe, by ktoś podjął się opieki nad potomstwem na czas, gdy para ma poświęcić uwagę sobie nawzajem. Widzę, jakie to ważne i jak łatwo gubi się to w codziennej bieganinie.

bądźcie dla siebie uważni!

I bądźcie uważni dla Waszych dzieci – spojrzenie, którym Tomek patrzy na swoją córeczkę, gdy ona widzi siebie w lustrze a wianku na głowie jest warte milion dolarów – stwarza w niej Kobietę 🙂

[MUZYKA – włączcie ją!!!]